Nikt nie przypuszczał, że to spotka właśnie mnie. Miałam plany jak każdy inny człowiek. Niestety los chciał inaczej, a z losem się nie walczy. Nie można z nim walczyć. Nie da się. Bo i tak w końcu się przegra. Pozwólcie, że opowiem wam o moim losie. Jestem Serena. Ci którzy byli przy moich narodzinach tak mnie nazwali. Nie wszyscy znają mnie pod tym imieniem. Trudno im się dziwić. Sama ukryłam to imię. Wiele osób znało mnie pod imionami Katherine, Rose, Lisa, Caroline, Elena i tak dalej. Ale jak to się zaczęło. No tak. Przenieśmy się do 1830 roku. Tak, to były czasy kiedy kobiety nosiły jeszcze długie suknie z tiulem i opinały się gorsetami. Miałam wówczas 17 lat. Byłam umówiona z moim zalotnikiem, przystojnym Edwardem. Nie powiem, zakochałam się w nim, a on gotowy był mi dać gwiazdkę z nieba. Dotrzymywał mi towarzystwa przez cały wieczór. Było wspaniale. Powiedział, że musi opuścić mnie dosłownie na chwilę. Niestety ta chwila strasznie się przedłużała. Nagle usłyszałam huk. Wszyscy goście na balu zaczęli wychodzić z sali, niektórzy nawet wpadali w panikę. Ja miałam w głowie tylko jedną myśl: Znaleźć Edwarda i upewnić się, że nic mu nie jest . Wyszłam pospiesznie na dwór. W sam chaos. Wybuchły zamieszki, mężczyźni biegali z bronią, niektórzy chwytali pochodnie. Przebiegałam pomiędzy nimi wykrzykując imię mojego ukochanego. Nigdzie go nie było. Oddalałam się coraz bardziej od panikujących ludzi i odgłosów strzelania. Do oczu napłynęły mi łzy. Naprawdę zaczęłam wpadać w panikę. W końcu znalazłam go. Martwego. Leżał z szeroko otwartymi oczami i ustami rozwartymi w niemym krzyku. Jego szyja była rozdarta, tak jakby napadł na niego dziki zwierz. Nie wiedziałam co robić, zakryłam usta, żeby nie krzyknąć. Nagle usłyszałam za sobą jakieś kroki, zaczęłam się odwracać i kątem oka zobaczyłam: CZERWONE ŚLEPIA. Rzuciłam się do biegu. Biegłam ile sił w nogach, łzy zamazywały mi drogę. Nie wiedziałam, gdzie biegnę, chciałam jak najszybciej znaleźć się jak najdalej od tego czegoś. Chyba wbiegłam do lasu. Nie pamiętam. Ale zrobiło się ciemniej. Zaczęłam opadać z sił, ale wciąż biegłam. Monstrum w jednej chwili dopadł mnie i powalił na ziemię. Wierciłam się i wyrywałam, ale to coś było większe, szybsze, nie miałam najmniejszych szans. Nagle to coś przytknęło mi do ust coś (dzisiaj wiem, że to była ręka. Ludzka ręka),
-Pij-nakazał mi miękki męski głos-a więc to był mężczyzna. Trzymał mnie bardzo mocno. spróbowałam i od razu pożałowałam. To było coś metalicznego. KREW!
-Pij!-powtórzył mężczyzna i mocniej przycisnął nadgarstek. Nie miałam wyboru. Po pierwszym przełknięciu nie mogłam przestać. To smakowało jak najlepsza na świecie słodycz. Jak najdroższe wino. Jednak mój umysł wciąż był przytomny. Serce waliło mi jak oszalałe. Zaczęłam się znowu wyrywać. Jednak mężczyzna przytrzymywał mnie bardzo mocno.
-Witaj w moim świecie Sereno-powiedział, po czym zatopił zęby w mojej szyi. Krzyknęłam bardzo głośno, ale po chwili poddałam się rozkoszy, jaką mnie obdarował.
Tak zakończyło się moje życie. Moje stare życie. I nikt, naprawdę nikt nie jest w stanie mi go zwrócić.
ciekawie się zapowiada
OdpowiedzUsuń