ROZDZIAŁ 3

Kolejny dzień. Tak, kolejny dzień nie różniący się od innych od stu lat. Normalni ludzie wstają, myją się, jedzą śniadanie-np. płatki z mlekiem, albo kanapki i kawa, albo rogalik itd, idą do pracy. My: myjemy się jemy śniadanie-krew i idziemy do pracy albo i nie.
-Sereno? Jesteś gotowa?-usłyszałam głos Jamesa. Akurat zakładałam soczewki. Spojrzałam w lustro. Czas na show-pomyślałam i wyszłam do mojego stwórcy.
-Tak-westchnęłam. Wzięłam torbę i skierowałam się do wyjścia. James szukał swoich okularów.
-Mógłbyś zainwestować w soczewki-wypaliłam-Wyglądałbyś przystojniej w piwnych albo czarnych oczach no i nie musiałbyś używać perswazji na śmiertelnikach - uśmiechnął się tylko do mnie.
-Kochana, ja i bez nich wyglądam przystojnie. A co do perswazji do w tym właśnie jest cała zabawa. Czym bym był bez tych wampirycznych mocy?-westchnęłam. Z nim nie warto dyskutować bo i tak przegada. Wsiadłam do samochodu a James ruszył.
-A tak w ogóle to nie planuj sobie wieczoru. Będziesz zajęta.
-Hę?-spojrzałam na niego z zapytaniem- Co masz na myśli?
-Henry Oldstoon organizuje dzisiejszej nocy bankiet. Będą na nim najwyżej klasy wampiry w tym też członkowie Rady Wampirów, a jak wiesz chcę kandydować na członka Rady. To doskonała okazja do zacieśniania stosunków.
-A ja ci do czego jestem potrzebna?
-Kochanie, chyba nie myślisz, że pojawię się na takim bankiecie sam. Potrzebna mi osoba do towarzystwa. Piękna i ponętna wampirzyca. Ty jesteś piękna, nad ponętnością musisz jeszcze popracować-dałam mu kuksańca w bok-No co?
-Nie wiem czy pamiętasz, ale oglądało się za mną więcej facetów przez sto lat niż za tobą kobiet przez całe czterysta.
-No właśnie mówię, ze jesteś piękna.
-Nie chcę tam iść. Nie czuję się dobrze w arystokratycznym towarzystwie.
-Nie masz wyboru. Nie mam innych wampirycznych towarzyszek.
-Bo ostatnią jaką miałeś, zabiłeś, a po za tym ja muszę się uczyć-buchnął śmiechem i przez całą, pozostałą drogę do szkoły nie mógł się pohamować.
-Ty? Uczyć się? Proszę. Nie masz nic do gadania. Jestem twoim stwórcą i moje słowo jest święte-nie nienawidziłam jak powoływał się na ten związek pomiędzy wampirem a jego stworzycielem. Przewróciłam oczami i wysiadłam z samochodu. Od razu spostrzegłam machającego do mnie Toma. Uśmiechnęłam się do niego i podeszłam.
-Siemanko, jak tam?-westchnęłam i wzruszyłam ramionami co miało oznaczać, że nic ciekawego a Tom dalej ciągnął:
-Ty uwierzysz? Odwołali nam połowę lekcji bo mamy iść na mecz. Super, nie?-kiwnęłam głową i wyciągnęłam podręczniki z szawki. Co teraz mam? Ach tak, matematykę. Bez zastanowienia wzięłam książki i ruszyłam do sali. Nawet nie wiem, kiedy Tom zniknął. Usiadłam w ławce i skierowałam swoje spojrzenie w WIADOMĄ stronę. Nick siedział pochylony nad swoją ławką i gadał o czymś ze swoim kolegą. Odgarnęłam włosy za ucho, żeby lepiej słyszeć (wiadomo, nie?).
-....I co wpadasz?-zapytał kolega Nicka, jakiś Matt.
- Pewnie, ale wiesz tylko wtedy jeśli wygramy.
-Spokojna głowa- Matt klepnął przyjaciela po ramieniu- To już pewniak.
-No nie wiem. podobno ta drużyna jest niezła.
-Tak jak i my. Wygramy, a wieczorkiem imprezka-uśmiechnął się przebiegle Matt. Nie ważne o jaką imprezę chodziło, ja musiałam na niej być. Po prostu MUSIAŁAM.
***
-Tom, słuchaj wiesz może coś o jakiejś imprezie?-Tom spojrzał na mnie znad komórki.
-Hę? A tak. Zawsze, kiedy nasza drużyna wygrywa odbywa się imprezka. Tylko dla zaproszonych, więc mogę pomażyć. A pomyśleć, że kiedyś byłem członkiem tej całej bandy-Był? A to ciekawe. Chociaż w sumie, nie ma się co dziwić. Był całkiem niezły.
-Wiesz jak można się tam wkręcić?
-A po co? Co ty wymyśliłaś?
-Oj nic-zrobiłam minę niewiniątka-Po prostu chciałabym poznać więcej ludzi.
-Ja ci nie pomogę. chyba na dobre wyleciałem z tego towarzystwa, ale jeśli ty chcesz dostać się na piątkową impre do musisz zakumplować się z jakąś laską z tego towarzystwa-wzięłam sobie jego radę do serca. Poźniej będę się musiała wypytać go o szczegóły jego wywalenia z grupy.
***
-Gotowa?- James zapukał do drzwi mojego pokoju. Stałam przed lustrem w długiej, czerwonej sukience do kostek z dekoldem sięgającym mi prawie do pempka i rozcięciem do uda. Wybór mojego rodziciela. Szłam na imprezkę wampirów więc nie musiałam się troszczyć o soczewki. Odgarnęłam włosy i spojrzałam w swoje mocno wymalowane oczy w odbiciu lustrzanym.  Westchnęłam i wyszłam do Jamesa.
-Tak-odpowiedziałam i lustrowałam go od stóp do głów. Prezentował się...nieźle. Nowy, drogi smoking, z muszką pod szyją. Włosy, zaczesał do tyłu.
-Pięknie wyglądasz-skomplementował mnie.
-hmmm, tak ty tez się nieźle prezentujesz-wyszczerzył się do mnie, pokazując rząd śnieżnobiałych zębów.
-Dawno nie widziałem cię w twoich naturalnych oczach-przemilczałam tą uwagę i zmiełam przekleństwo w ustach. Przecież moje naturalne oczy były brązowe. Skierowaliśmy się do samochodu i całą drogę przejechaliśmy w milczeniu. Posesja Henrego znajdowała się dobre 30 mil za miastem. Był to wielki dom, mogący pomieścić ze dwie armie. Przeszliśmy do wielkiej sali, z dużymi oknami i ciężkimi kotarami. Wszędzie roiło sie od wampirów i ich czerwonych slepii.
-James, Serena, jak się macie?- rozpoznałam Henrego od razu. Trudno nie rozpoznać wampira, wyglądającego na dobrą czterdzieche a strojącego się jad dwudziestolatek. Wcale nie był przystojny, czarne włosy w nieładzie, niski, jak nic miał z metr pięćdziesiąt, musiałam spuścić głowę, żeby spojrzeć mu w oczy.
-Świetnie-odpowiedział za naś James-Sereno, zajmij się czymś, ja i Henry musimy omówić kilka spraw-westchnęłam, Wiedziałam, że to tak się skończy. Jamesowi zależało tylko na efektownym wejściu. Podeszłąm do stolika, gdzie wampirzy kelner nalewał drinki z krwi. Wypiłam jednego i od razu się skrzywiłam. Połączenie krwi i wódki to nie najlepszy pomysł.
-Czarująca jak zawsze-usłyszałam zmysłowy głos obok mojego ucha. Zaczyna się.
-Przebiegły i cichy jak zwykle-spojrzałam w oczy wampira. Rick White. Tak dla jasności to ten wampir podstawia się do mnie od dobrych pięć dziesięciu lat. Na początku mu nawet ulegałam. Dziwicie mi się? Wyglądał zabójczo. jego oliwkowa cera pozwalała zapomnieć, że jest się wampirem. Wampiryzm wogle mu nie zaszkodził na kolor skóry, nie wiem czemu. Jego włosy postawione na zmysłowego irokeza sprawiały, że wyglądał bardzo chłopięco. Miał jakieś sto pięćdziesiąt lat. Uśmiechnął się do mnie:
-Cóż za miłe spotkanie, a myślałem, że zakuwasz do czegoś tam. Testy w szkole i takie tam-machnął ręką.
-Wola rodziciela jest święta...Chwileczkę skąd wiesz....
-Ja wiem wiele rzeczy o mojej małej Serenie-odgarnął mi pasmo włosów za ucho. Jego wzrok co chwila wędrował ku mojemu dekoltowi. Typowy facet.
-Tak? Ciekawe-ten tylko mruknął i przysunął się do mnie tak, że aż się stykaliśmy ramionami. Odsunęłam się nieznacznie.
-Nie masz lepszych rzeczy do roboty?
-Ty jesteś najlepszą rzeczą-zaczął wodzić palcem po moim ramieniu.
-Ty jeszcze z tym nie skończyłeś?
-Hm?-popatrzył mi w oczy-Z czym?
-Słuchaj, jestem chyba jedyną wampirzycą, której nie zaliczyłeś, ale nie licz na to na co liczysz.
-A ty dalej niedostępna. Po za tym, raz mi się już prawie udało-teraz powinna pojawić się taka mgiełka rozpoczynająca moją retrospekcję, jak na kiepskich filmach, no ale cóż. To prawdziwe życie.
-Prawie robi wielką różnicę-przypomniałam mu i go odepchnęłam. Miałam dość tej całej imprezy i Ricka. odeszłam do stolika w kącie sali, gdzie podawali krwiste mięso, gdy nagle Rick chwycił mnie za ramię i gwałtownie odwrócił do siebie po czym mnie pocałował. Wsunął język co miało mnie chyba podniecić i ponieść fali czy coś tam, ale miało skutek odwrotny. Nie mogłam za bardzo się ruszyć. Trzymał mnie w wampirzym uścisku. Chwyciłam jakiś ostry przedmiot ze stołu (a konkretnie nuż) i wbiłam mu go w plecy. Odsunął się z jękiem.
-Nigdy więcej tego nie rób-syknęłam i skierowałam się w stronę Jamesa. Czas zmywać się z tej idiotycznej imprezy. Za plecami usłyszałam syk Ricka, który właśnie wyciąga sobie nóż. Uśmiechnęłam się z satysfakcją

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz