ROZDZIAŁ 8

-Masz sekundę na zabranie łapska!-krzyknęłam, ale zachowałam spokój.
-Spokojnie księżniczko- na ustach Ricka błąkał się uśmiech. Nie miałam zielonego pojęcia skąd on się tu wziął. Teraz leżałam w jego objęciach i najwyraźniej nie miał ochoty mnie puścić. W końcu wstał z ociąganiem, kiedy warknęłam.
-Co ty robisz?-byłam nieźle podirytowana.
-Tajemnica służbowa.
-Chyba masz ochotę oberwać. Wiesz co jestem w stanie ci zrobić. Chyba nie muszę przypominać-wyszczerzył zęby i ukląkł na łóżku, pochylając się nade mną niebezpiecznie.
-Zdaję sobie z tego sprawę kochanie, jednak zaryzykuję-ten facet jest niemożliwy.
-Zabieraj buciory z mojego łóżka!-zaśmiał się melodyjnie. Tylko wampiry potrafią się tak śmiać. Oczywiście to na mnie nie działa. Już nie. Jednak coś w moim tonie głosu musiało zadziałać, bo podniósł się z łóżka. Stanął w rozkroku ze skrzyżowanymi rękoma na piersi.
-Wynocha!-krzyknęłam a Rick buchnął śmiechem.
-Już chcesz się mnie pozbyć? Tak szybko?-nie miałam zamiaru tego komentować.
-Tam są drzwi-wskazałam palcem. Rick pochylił się nade mną i powiedział:
-Wrócę kochanie-puścił oko, roześmiał się i wyszedł.
-Nie masz zamiaru odpuścić?! -krzyknęłam na odchodne.
-Nigdy!-Wiedziałam, ze nie mam się co łudzić. Znałam go nie od wczoraj. Zaszłam do kuchni. James popijał gorącą krew i czytał gazetę. Był w nadzwyczaj dobrym humorze. Wiedziałam co usłyszę, ale mimo to zapytałam.
-Możesz mi powiedzieć co ten dupek robił u mnie w pokoju?
-Och przestań nie jest taki zły, żeby wyzywać go od dupków.
-Chcesz zamienić się na miejsca? Więc? Usłyszę odpowiedź?
-Wpadł w imieniu swojego ojca. Musieliśmy omówić kilka spraw no i się zasiedzieliśmy.
-I tak po prostu powiedział: James, stary pójdę do Sereny i wślizgnę się jej do łóżka! żenada naprawdę-James buchnął śmiechem. Ależ ja dzisiaj śmieszna jestem. Wszyscy się ze mnie śmieją. Westchnęłam i wstawiłam krew do mikrofali.
-James, stary? Żenada?-przedżeźniał mnie- Skąd znasz takie słownictwo?
-Trzeba się dopasować. Mam mówić do ludzi: Obacz na tę zaiste piękną dolinę, albo używać słownictwa typu : zacnie, zaiste, a juści? Proszę cię-James znowu buchnął śmiechem. Stwierdziłam, że nie mam ochoty na dalsze rozmowy z nim, więc wypiłam swoją krew, wrzuciłam miętówkę do ust i wyszłam do szkoły. Miałam zamiar schować się w cieniu. Ostatnio za bardzo rzucałam się w oczy. Odziałam się więc w najzwyklejsze ubrania jakie tylko dziewczę w mym wieku może założyć i nie zrobiłam makijażu. Toma i Klary nie było dziś w szkole. to dobra okazja, żeby usunąć się w cień. Uwierzcie nie jest to łatwe dla wampira, którego natura pragnie być w centrum uwagi.
-Cześć!-Nick ni z tego, ni z owego odezwał się do mnie, kiedy zabierałam książki z szafki.
-Cześć-burknęłam i nie patrząc na niego trzasnęłam szafką i ruszyłam w kierunku sali. Nick nie odpuścił:
-Hej! Czemu jesteś niemiła? Chciałem tylko pogadać.
-O czym?- Przystanęłam i zwróciłam się w jego kierunku wpatrując się w trampki.
-No o tym co stało się w weekend. Na pewno nie masz nic wspólnego z zachowaniem Ralfa?
-Nie- odpowiedziałam krótko i znowu ruszyłam przed siebie.
-Ale rozmawiałaś z nim wcześniej.
-No i co z tego? Powiedziałam mu tylko, ze brzydko się zachował w stosunku do Toma a on go przeprosił. Nie odpowiadam za to co stało się później-skłamałam i weszłam do sali. Nick ku memu zdziwieniu usiadł przede mną. No tak, zapomniałam, ze mamy razem matmę. Naprawdę nie mogłam rozgryźć tego chłopaka. O co mu chodziło? Mechanicznie notowałam to co działo się na lekcji.
-Nie czaje matmy, czarna magia-Nick odwrócił się do mnie czym kompletnie mnie zaskoczył. Nie zdązyłam uciec wzrokiem i w rezultacie teraz patrzyliśmy sobie w oczy. Nick cały czas uśmiechnięty mówił coś do mnie, ale nie wiedziałam nawet co. Jego oczy fascynowały, pochłaniały bez reszty. Nagle złapał mnie za koniuszki palców co mnie otrzeźwiło, bo szybko cofnęłam rękę a na twarzy Nicka pojawiła się troska.  
-Zimno ci?-zamrugałam kilka razy.
-Co? Nie- burknęłam
-Masz strasznie zimne ręce. Musi być ci zimno-oczywiście, że miałam zimne ręce. temperatura mojego ciała była nieco niższa niż u ludzi. Całe moje ciało było chłodniejsze przez to. Rozgrzewałam się tylko pod wpływem bardzo silnych emocji czy uczyć, często gwałtownie no i oczywiście wtedy kiedy potrzebowałam krwi dziewicy. Oczywiscie nie mogłam mu tego powiedziec, wiec wpiław zrok w ławkę i skłamałam:
-No może trochę tu zimno, ale to nic. Zaraz się rozgrzeję-jego odpowiedź przerwało głośne chrząkanie nauczyciela. Resztę dnia starałam się spędzić unikając Nicka. Nawet nie wiecie jaką ulgę poczułam, kiedy po skończonym dniu zamknęłam za sobą drzwi domu.
-Ciężki dzień?-James wychylił się z kuchni.
-Ta. Co robisz?
-Kolację-buchnęłam śmiechem, ale mina Jamesa była bardzo poważna?- Co? nie żartujesz? Jaka to okazja?
-Mamy gości więc lepiej przyodziej coś bardziej hmm wytwornego-otaksował mnie wzrokiem.
-Nie mów mi, że ten idiota przychodzi- James uśmiechnął się- kochanie, myślisz, że dla wampirów bym się tak wysilał?
-Przychodzą ludzie? Obiecałeś, że już więcej nikogo nie zabijesz! Nie chcę w tym uczestniczyć-wkurzyłam się.
- Sereno uspokój się. Kto tu mówi o zabijaniu? Prowadzę interesy z pewną osobą i zaprosiłem go i jego rodzinę na kolację. Musisz przyjść.
-Nie chcę.
-To polecenie stwórcy.
-Nienawidzę, kiedy używasz tej więzi-warknęłam.
-Przestań, już nawet kupiłem ci kiece.
-Mam nadzieję, ze nie wygląda jak ta na bankiet-James nie odpowiedział, tylko schował się w kuchni. Poszłam do pokoju i wypiłam niewypitą w szkole krew. Zerknęłam na sukienkę, która leżała na łóżku. Była czarna, oczywiscie kródka, ale na grubych ramiączkach, bez dekoltu. Nie była jakaś imprezowa czy coś. Najzwyklejsza ale zarazem elegancka. Nie powiem. Byłam w szoku. To nie w stylu Jamesa. Ten gość musiał być ważny. Może tym razem obejdzie się bez katastrofy. W związku z tym odstawiłam się jak na "siostrę" przystało i odziałam się w kreacje od Jamesa (sięgała mi do połowy uda). Usłyszałam pukanie po czym James wsadził swoją głowę przez drzwi.
-Chodź piękna. Goście już są- westchnęłam i wyszłam. Kiedy tylko stanęłam  na schodach prowadzących na dół, odrazu pożałowałam ze w ogóle wyszłam z pokoju. Na dole-nie uwierzycie-stał Nick. Ubrany w spodnie od garniaka i koszulę, patrzył na mnie jak zahipnotyzowany. Powoli zeszłam na dół.
-Poznajcie proszę moją siostrę Serenę. Sereno przedstawiam ci pana Philipa Nighta, jego żonę Annę
 oraz syna Nicka.
-Tak, my się już znamy-burknęłam.
-Chodzimy razem do szkoły-dodał Nick.
-Świetnie, nie będziecie się nudzić w takim razie. Zapraszam do stołu-James wskazał salon. Zatrzymałam Jamesa w korytarzu.
-Co ty wyprawiasz?
-Nic. Bądź grzeczna- uśmiechnął się podstępnie i wrócił do gości. Ja dołączyłam zaraz za nim. Oczywiście James posadził mnie obok Nicka. Nie patrzyłam na niego, ale za to postanowiłam obejrzeć sobie jego rodziców. Philip Night był-jak na mężczyznę w średnim wieku- nawet przystojny. Wysoki, dobrze zbudowany (jak Nick), o czarnych włosach i kasztanowych oczach, miał taką samą oliwkową skórę co Nick. Ich syn bardziej podobny był do Anny Night. Kobieta ta była drobnej budowy i średniego wzrostu, ale miała tak samo blond włosy i niebieskie oczy co Nick. Kiedy się uśmiechnęła zobaczyłam tez znajomy śmiech. James nie próżnował. Kolacja była naprawdę... wykwintna. Pierwsze danie składało się z jakiejś zupy, której nigdy w życiu nie widziałam. Danie drugie były piersi z gęsi pieczone w czerwonym winie. Stół oczywiście prawie uginał się pod ciężarem różnych przekąsek. Ciekawe kim był pan Philip skoro James tak się starał.
-Przepraszam, że tak bezpośrednio, ale to pytanie nie daje mi spokoju-pani Anna przerwała moje rozmyślania- Sereno czy możesz mi powiedzieć co się stało z waszymi rodzicami?- kompletnie mnie tym pytaniem zbiła z pantykału. Przecież nie mogłam jej powiedzieć prawdy bo jakby to zabrzmiało : "Umarli ponad sto lat temu?" Nigdy też nie musiałam zastanawiać się nad odpowiedzią na podobne pytania. Musiałam wyglądać na wystraszoną bo James przejął pałeczkę.
-Umarli dawno temu. Serena była jeszcze wtedy dzieckiem, ledwo pamięta rodziców. Ja miałem dwanaście lat. Zginęli w wypadku samochodowym- Anna Night była w szoku. Przez chwilę panowała kompletna cisza.
-Bardzo mi przykro-powiedziała w końcu a ja uśmiechnęłam się do niej blado. Po skończonej kolacji nie miałam co ze sobą zrobić. Nick nie odstępował swoich rodziców na krok a ja nie miałam ochoty uczestniczyć w rozmowie o interesach. Wyszłam więc na ganek przed wejściem do domu i zapatrzyłam się w niebo. Była piękna, jesienna noc. Niestety nie mogłam dojrzeć gwiazd pomimo, że niebo było bezchmurne. Było po prostu za jasno od świateł latarni przydrożnych. Kiedy byłam dzieckiem widywałam często takie noce. Kiedyś nie było elektryczności, noce potrafiły być naprawdę ciemne. Wówczas bez problemu można było dostrzec gwiazdy. Teraz to naprawdę rzadkość. Prawdziwie ciemne noce.
-Nie zimno ci?- Nick zmaterializował się przy mnie i jednym ruchem ręki zdjął marynarkę i zarzucił mi ją na plecy. Nie odczuwałam zimna tak jak ludzie więc nie było mi zimno, ale uśmiechnęłam się do chłopaka.
-Dzięki.
-Co robisz?-zapytał naprawdę zaciekawiony.
-Rozmyślam.
-O czym?-westchnęłam.
-A czy to ważne?- spojrzał na mnie tak jakbym go przed chwilą spoliczkowała na co ja poczułam się głupio.
-Oczywiście, że ważne.
- Rozmyślałam o nocy. O tym, że teraz rzadko zdarzają się takie naprawdę ciemne noce, takie żeby można było podziwiać gwiazdy. Kiedy byłam mała często podziwiałam gwiazdy. Tęsknię za tym.
-Za rodzicami też?-spojrzałam mu w oczy. Już w nich nie tonęłam. Wampirza krew wygrała.
-Oczywiście, że tak. Ty byś nie tęsknił?
- Tak, tęskniłbym. Przepraszam to było głupie pytanie.
-Nie szkodzi. Nikt nie jest idealny- Nick uśmiechnął się.
- No może prawie nikt- poprawił mnie. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem ale on od razu zmienił temat.
-Pięknie wyglądasz. Jeszcze Ci tego nie mówiłem.
-Dzięki-uśmiechnęłam się blado do Nicka.Nagle usłyszałam szelest. Wzdrygnęłam się. Dźwięk był bardzo cichy tak więc na sto procent Nick niczego nie słyszał. To musiało być jedno. Wampir.
-Co jest?-zatroskał się mój rozmówca.
-Nic-odpowiedziałam bacznie się rozglądając. Niestety niczego nie dostrzegłam. Wolałam jednak uchronić Nicka przed niebezpieczeństwem.
-Wiesz co Nick? Chodźmy do domu. Jednak trochę mi zimno- zgodnie przepuścił mnie w drzwiach, jednak nim zamknął drzwi za sobą, znowu usłyszałam ten dźwięk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz