Rok 1850
Nowy Jork. Piękne miasto, a ja mam zamiar być jego panią. To takie wspaniałe uczucie. James powiedział, ze jak bede robic co tylko mi powie, bede mogła dostać wszystko co zechce. To naprawde kusząca propozycja. Czemu by jej nie wykorzystac.
- Idziemy-James podał mi ramię i uśmiechnął się do mnie szarmancko. Mielismy sie zachowywac tak, żeby te "podrzędne istoty" jak je nazwał James-ludzie, myśleli, ze jesteśmy parą. Oczywiście nigdy nie będę z Jamesem, jedyne co do niego czuje to obrzydzenie, ponieważ mnie zabił i łączącą nas więź, przez którą jestem zmuszona robić to co mi każe. Chwyciłam go pod ramię i z uwodzicielskim uśmiechem weszliśmy do klubu, który nawiasem mówiąc był pełen wampirów, a przebywający tam ludzie byli co najwyżej na przekąskę. Sala była, bardzo stylowa. Wszystkie meble wykonane były z drogiego o mocnego drewna. Na kazdym stoliku paliła się lapka, światło było przyciemnione. Wszędzie dominowała czerwień. Na scenie grał jakis zespół jazzowy. James poprowadził mnie do baru, gdzie stało dwóch mężczyzn-wampirów. Jeden, wyglądający pod czterdziestkę( z pewnością miał z cztersysta lat) uśmiechnąl się do nas.
-James, przyjacielu! Myślałem już, że nie przyjdziesz.
-Przepraszam cię Henry, wystąpił malutki problem. Poznaj moją ehmm "córkę" Katherine.
-Kat to jest Henry, jeden z najbardziej wpływowych wampirów a to jest jego podopieczny Rick-James wskazał na drugiego bardzo przystojnego wampira, który posłał mi uwodzicielski uśmiech, a ja poczułam jak moje nogi stają się miękkie jak galareta. Nie oceniajcie mnie źle, wiem, ze to wampir i w ogóle ale takiego faceta to wy nigdy nie spotkaliście. Miałam wrażenie, ze przeszywał mnie wzrokiem na wylot, aż poczułam ciarki na karku.
-Bardzo miło mi poznać tak uroczą wampirzycę, Katherine-Rick ujął moją dłoń i pocałował ją. Nie zdołałam wydusić z siebie słowa. czułam się tak po raz pierwszy od...no tak od śmierci Edwarda.
-Zatańczymy?-zaproponował nowy obiekt moich westchnień-zgodziłam się bez wahania. Poprowadził mnie na parkiet, gdzie objął mnie w talii i zaczął się kołysać w rytm jazzowej muzyki.
-Naprawdę dobrze tańczysz Katherine-wymówił to imię jakby wiedział, ze nie jest prawdziwe.
-Dziękuję-odpowiedziałam nieskromnie-Ty również nieźle tańczysz-Miałam wrażenie, że wiedział, ze mi się podoba. Okręcił mną jeszcze kilka razy a kiedy piosenka się skończyła, pocałował mnie w rękę (patrząc mi prosto w oczy) i odszedł. Myślałam wtedy, że moje nogi naprawdę są jak z waty. Wolnym krokiem wróciłam do mojego rodziciela, który swoją drogą nawet na mnie nie zwrócił uwagi. Takie to zalety bycia tą drugą.
-James-pociągnęłam go za rękaw jak mała dziewczynka- jestem głodna-dorzuciłam głosem niewiniątka. Ten spojrzał na mnie a w jego oczach udało mi się dostrzec troskę, ale bardzo niezauważalnie. Rozejrzał się wokół i skinął na Ricka, który w wampirzym tempie zjawił się przy nas.
-Mam do ciebie proźbę Rick. Mógłbyś potowarzyszyć Katherinie przy kolacji? Zgłodniała, tutaj są same drinki a ja jestem w trakcie ważnej rozmowy-Rick uśmiechnął się szarmancko.
-Oczywiście-przepuścił mnie w drzwiach. Czułam się jak księżniczka.
-Na co masz ochotę? Dziewica, a może przystojny kawaler?- zapytał jak skręciliśmy w ciemny zaułek gdzie nikt nie zachodził, chyba, że był totalnym głupcem. Oczywiście, że byłam wtedy więcej niż typowym krwiopijcą. James wbił mi do głowy to, że ludzie są najlepszym pokarmem dla nas no i byłam bardzo głodna.
-Dziś to ja poluję-zaproponował z szarmanckim uśmiechem.
- Jestem tak głodna, że zjem wszystko co mi podasz-powiedziałam zalotnie. Hmm nigdy sie tak nie zachowywałam, ale w tym momencie miałam ochotę być kapryśną dziewczynką, która chce uwieźć przystojnego księcia i on o tym doskonale wiedział.
-Dla damy wszystko co najlepsze-powiedział i zniknął. Nie było go może 3 minuty, nagle pojawił się z dziewczyną, która wydawała się być przerażona. Przyjrzałam się jej pobieżnie. Była drobną blondynką o niebieskich oczach i pełnych ustach.
-Dziewica. Najlepsze co może być Katherino- wypowiedział "moje" imię tak jakby wiedział, że jest ono fałszywe. Nie obchodziło mnie to. Byłam zbyt głodna i zbyt zapatrzona w jego gentlemeńskie zachowanie, żeby mieć jakiekolwiek wyrzuty sumienia. Podeszłam do dziewczyny, która oczywiście byłą zahipnotyzowana. Wiedziałam, że nie będzie krzyczeć. Co więcej, dam jej rozkosz. Ugryzienie wampira sprawia ludziom z początku ból a potem przysparza niemałą przyjemność. Odsłoniłam jej szyję w miejscu gdzie bił puls i mocno się wgryzłam. Czułam jak Rick mnie obserwuje. Podobało mi się to. Po chwili i on wgryzł się w szyję dziewczyny z drugiej strony. Usłyszałam jej pojękiwania rozkoszy. Mi to też sprawiało przyjemność. Jej krew była więcej niż pyszna. Położyłam jej rękę na plecach, żeby nie upadła. Akurat w tym samym momencie ręka Ricka znalazła się w tym samym miejscu. Przeszył mnie dreszcz przyjemności. Nie wiem czy wiecie a pewnie nie wiecie, ale kiedy dwa wampiry różnej płci pożywiają się na tej samej ofierze, nawiązuje się między nimi pewna więź w tym momencie. Wampiry odczuwają wszystko mocniej. Ja w tej chwili poczułam gorąco, dreszcze a moje ciało rozpaliło się do czerwoności. Dziewczyna nie miała szans przeżycia. Dwa wampiry się na niej pożywiały. To nie ja ją wykończyłam, tylko Rick. Kiedy tylko osunęła się na ziemię bez życia Rick spojrzał na mnie. W jego oczach widziałam pożądanie. Wiedziałam, że on w moich widzi to samo. Podszedł do mnie w wampirzym tempie i przycisnął mnie do muru. Nie żeby mi się to nie podobało. Podobało i to bardzo. Studiował moją twarz, szyję, i każdy inny centymetr mojego ciała. Błądził po nim palcami a ja tylko czekałam na jego ruch. Nagle to co zobaczyłam w jego oczach zgasło. Osunął się ode mnie i powrócił do swoich wyszukanych manier. Poczułam zawód. Jęknęłam cicho ale usłyszał. Z takim słuchem kto by nie usłyszał. Zobaczyłam błąkający się na jego ustach uśmiech.
-Przepraszam. Pozwól, że cię odprowadzę-podążyłam za nim. W duchu czułam satysfakcję. Działałam na niego i to mocno. Wiedziałam, że w końcu ulegnie.
Bardzo mnie wciągneło. Super.
OdpowiedzUsuńhttp://opowiadaniawerka.it/