ROZDZIAŁ 4

Dobra czas na show. Tom mówił, że Renee to dziewczyna Matta. Wystarczy tylko, że okręcę ją sobie wokół palca. Nie wydawała się być zbyt błyskotliwa. Spojrzałam w kierunku szczupłej blondyny, średniego wzrostu, ubraną w jaskrawo różową bluzkę i bardzo krótką miniówę. O makijażu nie wspomnę. Lubiła ostro podkreślać swoje niebieskie oczy.  Specjalnie ubrałam się dzisiaj w najładniejsze ciuchy jakie miałam. Wiecie, żyjąc tyle lat człowiek trochę poznaje się na modzie, nie żebym się przechwalała. Odetchnęłam głęboko i skierowałam się w stronę dziewczyny. Muszę ją szybko do siebie przekonać,przyjęcie już jutro a ona ma zaproszenia. Poczekałam aż dwie jej koleżaneczki odejdą, nakleiłam na twarz uśmieszek mówiący "Cześć! Chce się zakumplować" i zaczepiłam Renee.
-Cześć-zaczęłam nieśmiało-Jestem Serena, jestem tu nowa i szukam kogoś emm... do towarzystwa- Renee zlustrowała mnie od góry do dołu z niesmakiem.
- Twój ulubiony przedmiot?-zapytała.
- Angielski- odpowiedziałam bez namysłu na co dziewczyna się skrzywiła.
-Angielski? Fuj! Wszyscy wiedzą, że dziewczyny z mojej paczki to umysły ścisłe. Myślisz, że jak ubieramy się tak a nie inaczej to jesteśmy głupie?- Co? Czyżbym aż tak się pomyliła? Kurcze zaprzepaściłam swoją szanse. Niech to szlak. Nie miałam wyboru, ani ochoty się z nią kłócić i namawiać jej na coś, skoro moja pozycja  z góry była przegrana. Spojrzałam prosto w oczy Renee a ta stanęła jak zahipnotyzowana.
-Słuchaj, od tej pory będziesz robiła co tylko ci powiem, jasne?-dziewczyna kiwnęła głową jak szmaciana lalka. Uśmiechnęłam się czując pełną satysfakcję.
-Gdy przyjdą twoje koleżanki będziesz mnie traktować jak najlepszą przyjaciółkę i zaprosisz mnie na piątkową imprezę-znowu kiwnięcie. Przerwałam kontakt wzrokowy a Renee pokręciła głową jakby właśnie się ocknęła.
-Co z tobą Renee? Czekamy- jej koleżaneczki wróciły. Dziewczyna zaśmiała się jakbym właśnie powiedziała dobry kawał.
-Och Sereno, jakaś ty zabawna- uśmiechnęłam się nieznacznie-Dziewczyny poznajcie Serenę McCartney. Ach właśnie, zapomniałabym. Przyjdź na jutrzejszą imprezę-wyciągnęła z torebki fioletową kopertę-Musisz się wdrążyć w towarzystwo.
-Dziękuję-uśmiechnęłam się. Mój umysł podpowiadał mi, ze to co zrobiłam przed chwilą było złe. To dlaczego czułam taką satysfakcję?
***
-Czekaj niech ja jeszcze raz sobię to przetrawię-powiedział James. Jakby nie miał czego trawić-Idziesz na imprezę, na którą wkręciłaś się za pomocą persfazji?
-Tak-wymruczałam przeszukując szafę.
-Jestem z ciebie dumny. Dorastasz-uśmiechnął się a ja prychnęłam.
-Chyba dziecinnieję-od kiedy mi tak zalezy na ubiorze? Zawsze ubierałam się dobrze. To był mój odruch bezwarunkowy.
-Ta-powiedział James wskazując na skienkę którą właśnie trzymałam. Przyjrzałam się jej. Była w kolorze królewskiegi błękity, przed kolano, na ramiączkach. Wyglądała bardzo dziewczęco.
-Będzie idealna-potwierdził moje myśli mój rodziciel.
-Jakiś ty pomocny.
-Cały ja-wyszczerzył się. Wypędziłam go z pokoju, pod pretekstem, że muszę się przygotować. Spojrzałam w lustro w swoje czerwone oczy. I co ja tak naprawdę chcę osiągnąć? Chcę tylko zobaczyć Nicka. Zachowuję się jak rozpuszczona nastolatka. Żaden chłopak wcześniej tak na mnie nie działał. Ja poprostu musiałam go zobaczyć. Coś mnie ciągnęło. Ludzie, co się ze mną dzieje? Dobrze, że Tom zgodził się ze mną pójść.
-Oszalałaś?-wykrzyczał mi do słuchawki.
-No weź, nie bądź taki. Nie mogę się tam pojawić sama.
-Ty nic nie rozmiesz. Nie jestem mile widziany w tym towarzystwie. Mogę ci tylko zaszkodzić.
-Weź przestań. Tom ja potzrebuję teraz przyjaciela. Jesteś nim, prawda?-usłyszałam westchnienie.
-Dobra, pójdę z tobą, ale żeby nie było potem na mnie.
-Kochany jesteś.
Ciekawe dlaczego, tak się opiera przed tym towarzystwem? Nie miałam czasu się nad tym zastanawiać. Kiedy sobie uświadomiłam, że impreza na którą się wybieram to domówka, dla vipów zdecydowałam, że zrezygnuje z sukienki i skończyłam w dżinsach i cekinowej bluzce. Kiedy Tom się u mnie zjawił błam już praktycznie gotowa. Musiałam tylko coś zjeść.
-Cześć Tom, właź-zaprosiłam go prosto do salonu i udałam się do kuchni gdzie już czekał na mnie mój napój w kubku po coli z McDonalda.
-Woooow ale ty masz chatę!- zadziwił się Tom. Owszem mój dom był jednym z tych ładniejszych w okolicy. Ale mieszkało się w ładniejszych i większych.
-Yyyy dzięki-uśmiechnęłam się i dokończyłam swój koktajl, po czy wrzuciłam sobie miętówkę do ust.
-Chodźmy-wyszliśmy z domu i w całkowitym milczeniu skierowaliśmy się do samochodu Toma a potem do domu Matta, gdzie odbywała się domówka. Ten chłopak był nadziany. Mieszkał w willi z basenem. Czy na mnie robiło to wrażenie? Żadne. Dziarsko wyszłam z samochodu i razem z moim przyjacielem podążyłam w stronę wejścia.
-Zaproszenie proszę-usłyszałam od jednego z goryli stojących u wejścia-podałam im zaproszenie, które udało mi się zdobyć.
-On jest ze mną- uprzedziłam ich, zanim zadali pytanie. Czasami czytanie w myślach jest bardzo przydatne. Wpuścili nas do środka. Impreza już rozkręciła się na dobre. Widziałam nastolatków chlających alkohol gdzie tylko się dało, tańczących, obgadujących i wielu innych. Nigdzie nie widziałam Nicka.
-Mogę już iść?-wybełkotał Tom-Nie czuję się tu dobrze.
-Weź przestań, masz się dobrze bawić i tyle. Idź się czegoś napij, poderwij jakąś dziewczynę czy coś-zrobił tak jak mówiłam. Podeszłam do barku, gdzie serwowali drinki.
-Sereno! Tutaj!- Renee machała do mnie energicznie z drugiej części pokoju. Myślałam, że zaraz zacznie krzyczeć coś w stylu "Juchuuuu chodź do nas" na szczęście nie zrobiła czegoś tak żenującego. Wzięłam swojego drinka i skierowałam się w stronę dziewczyn.
-Co tam słychać?-zapytała.
- Spoko-odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem. Cały czas wyszukiwałam Nicka wzrokiem.
-Nie ma go-odpowiedziała Renee a ja uświadomiłam sobie, że nie zachowałam odpowiedniej dyskrecji.
-Zawsze zjawia się w najmniej niespodziewanym momencie-kontynuowała Renee- Nie zawracaj sobie nim głowy, to chłopak nie do osiągnięcia. Nie zajmuje się dziewczynami wcale. Nie trać czasu.
-Nie wypatrywałam go-pośpieszyłam z wyjaśnieniami-szukam gdzie też podział się Tom- Renee wybuchła śmiechem.
- Ten chłopak miał odwagę tu przyłazić? Ma odwagę.
-O co tak właściwie chodzi?-zapytałam. Może mi ktoś to wyjaśni.
-Nie powiedział ci? Przespał się z dziewczyną kapitana. Myślał, że jest taki zajebisty, że może wszystko. No cóż, tego nie przecierpiał nasz kapitan...-w tym momencie nie było dane jej skończyć, gdyż zza domu usłyszeliśmy jakieś zamieszki. Kiedy tam doszłam zobaczyłam Toma a wokół niego drużynę futbolową.
-Zabawy ci się zachciało?-powiedział umięśniony chłopak z czarnymi włosami.
-Ja..ja..tylko-zaczął Tom.
-A może znowu chcesz przespać się z jedną z naszych dziewczyn?-popchnął go drugi i zaczęła się przepychanka. Tom nie miał odwagi im oddać. W końcu jeden z chłopaków popchnął go dość mocno, tak, że Tom poślizgnął się i wpadł do basenu. Mówicie co chcecie, nie ważne co zrobił Tom, był moim przyjacielem. A ja nie dam upokarzać moich przyjaciół.
-Hej!-krzyknęłam-Co wy sobie wyobrażacie? Atakujecie bezbronnych?!
-On taki bezbronny, jak pistolet-odpowiedział mięśniak o rudych włosach-Nie mieszaj się w to lala-nikt mnie nie będzie tak nazywać. Wyszłam przed tłum.
-Słuchaj rudy. Mów sobie co chcesz, ale nie atakuj mnie i moich przyjaciół!-chwyciłam go i mocno przycisnęłam do ściany. Próbował się wyrwać, ale mocno przytrzymałam go. Może trochę za mocno, więc lekko poluźniłam uścisk.
-I nigdy nie nazywaj mnie lalą-wysyczałam. Wyszczerzył się w brzydkim i krzywym uśmiechu.
-Bo co! Niby kim ty jesteś jego dziewczyną?-wkurzona przycisnęłam go mocniej, aż się skrzywił.
-Pożałujesz-puściłam go i odeszłam. Jednak ten chwycił mnie za ramię i przymierzył się do uderzenia. Stałam nieruchomo, no bo niby co on może mi zrobić?
-Uderzysz dziewczynę?-usłyszałam głos za sobą. Nick. Mięśniak puścił mnie, a ja popchnęłam go używając większej siły więc uderzył głucho o ścianę. Podeszłam do basenu i pomogłam Tomowi.
-Czas się zbierać-powiedziałam-Może i miałeś racje-chłopak trzęsąc się z zimna przytaknął mi i szedł posłusznie za mną. Kiedy wyminęłam Nicka, nasze spojrzenia na chwilę się spotkały a ja poczułam niezmierną przyjemność.
-Dziękuję-powiedział Tom, kiedy już wyszliśmy.
-Nie ma za co. jesteśmy przyjaciółmi-uśmiechnęłam się do niego-Wracajmy do domu.
Nie osiągnęłam celu, nawet w najmniejszym stopniu. Pozwoliłam się ponieść emocjom, co prawie mnie zdemaskowało. Kurde co się ze mną dzieje? Chyba muszę unikać tego typu przyjęć i zaszyć się w kącie i nie pozwolić siebie zdemaskować. Jednak ten rudzielec pożałuje. Na tą myśl poczułam niezmierną radość. Tak, zemsta będzie słodsza niż myślałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz