ROZDZIAŁ 7

Życie ( w moim przypadku nieżycie) bywa naprawdę trudne. Nie dość, że żyję więcej niż powinnam to jeszcze rodziciel w postaci Jamesa  uprzykrzył mi życie ostatnio bardziej, niż zwykle. No bo jaki normalny "rodzic" postanowił uwampirzyć swoje dziecko? W tym przypadku mnie. Przyszedł do mnie pewnego dnia i stwierdził, że jako wampir to jestem śmierdzącym leniem.
-W ogóle już nie używasz swoich mocy. Powinnaś je rozwijać.
-Używam ich wtedy, kiedy potrzebuję. Nie widzę potrzeby żeby ich nadużywać-stwierdziłam ze stoickim spokojem. Miałam nadzieję, że zamknęłam mu usta. Niestety jak się można było domyślić, tylko go podjudziłam.
-W końcu przestaniesz używać swoich umiejętności. Myślę, że to ten kontakt z ludźmi. To nie był dobry pomysł Sereno. Chyba będziesz musiała zrezygnować...-na te słowa zerwałam się na równe nogi.
-COOOOO?!!! Nie zrobisz mi tego!
-Oczywiście, że zrobię. No chyba, że zaczniesz trenować, rozwijać swoje wampirze umiejętności-westchnęłam.
-Ale co ja mogę zrobić? Nie mogę biegać tak jak my. Nie tutaj. Chcesz chyba zachować w tajemnicy nasze pochodzenie.
-Oczywiście, dlatego w każdą sobotę o czwartej rano będę cię zabierał za miasto. Odludzie jest świetnym miejscem do udoskonalania naszych umiejętności.
- CZWARTA RANO! Oszalałeś? Przecież w piątki imprezujesz.
-Ale ja jestem PRAWDZIWYM wampirem. Ćwiczę, jem tak jak powinienem więc potrzebuję mniej czasu do regeneracji. Gdybyś też tak żyła, też byś tak miała.
-Nie, dzięki. Jakoś nie widzi mi się bycie zabójcą.
-Nie będę w to wnikał. Przynajmniej na razie. To jak zgadzasz się? 
-A mam wybór?- na twarzy Jamesa pojawił się szeroki uśmiech.
***
- Ser, mam pomysł!- wzdrygnęłam się kiedy Tom krzyknął do mnie. Szkoda, że nie mogłam powiedzieć mu o moim nadwrażliwym słuchu- Co powiesz na mały wypad za miasto?
-Pewnie, kiedy?-zapytałam starając się przy tym wyglądać na co najmniej podnieconą tym pomysłem.
-W sobotę.
-W sobotę? Ale to już jutro.
-Tak wiem. Przepraszam-jego entuzjazm zgasł-Powinienem cie poinformować o tym wcześniej- może jak na wampira mam za miękkie serce ale po prostu nie mogłam patrzeć na jego zawód.
-Masz rację. Mam na jutro plany. Niestety, ale dlaczego nie moglibyśmy się wybrać tam dzisiaj? To jest lepsze, niż spędzanie piątkowego wieczoru sam na sam z kompem.
-Naprawdę?-rozentuzjazmował się Tom. pokiwałam głową uśmiechając się szeroko-To nawet lepiej, bo dzisiaj jest tam impreza jak co piątek więc może być ciekawiej. Dobra to wpadne do ciebie o szesnastej-miałam tylko nadzieję, że nie pożałuję tej decyzji. Nie myślcie sobie, że ja i Tom ten tegez. Nie. Jesteśmy po prostu przyjaciółmi. Poza tym Tom zdaje się smali cholewki do Klary. Ta się rozchorowała i przez ostatni tydzień nie pojawiła się w szkole, więc ja i Tom byliśmy skazani na własne towarzystwo.Tak więc po lekcjach szybko skoczyłam do domu, żeby się przebrać, wypić trochę mojej ulubionej krwi i nim się obejrzałam Tom czekał już w starym, czerwonym, panieńskim wozie swojej mamy i trąbił na mnie. Przewróciłam oczami, kiedy przechodziłam obok Jamesa a ten patrzył na mnie z naganą, no bo przecież jak wampir może przyjaźnić się z tak podrzędną istotą jaką jest człowiek? Okropność. Na szczęście tylko w mniemaniu Jamesa. Wsiadłam z uśmiechem do samochodu a Tom odpalił silnik.
-Wiesz co Sereno? Ten twój brat mnie chyba nie lubi- popatrzyłam na niego zaskoczona i udałam, ze nie wiem o czym on mówi.
-James? No coś ty! On kocha wszystkich-Tom buchnął śmiechem, dzięki czemu zrozumiałam ze Tom nie jest głupi i mi nie wierzy.Resztę drogi przebyliśmy w milczeniu. Domek nad jeziorem był zadziwiający. Duży, drewniany a w okół las, jezioro i nic więcej.
-Wow-wydałam z siebie ze szczerym zdziwieniem.
-Mówiłem ci, że tu jest pięknie? Proszę bardzo!-Tom był z siebie dumny-Dzisiaj jest tu impreza, ale  nie musimy tam iść. Równie miło będzie nad jeziorem-zgadzałam się z Tomem, ale coś mnie tam ciągnęło. Podświadomie zapragnęłam być tam, na tej imprezie.
-Oj daj spokój. chodź może być fajnie.
-Tam są ludzie ze szkoły. Wiesz jak to się skończyło ostatnim razem-jak tylko to usłyszałam, od razu poczułam jak krew we mnie wrze.
-Dobra, to tylko się przywitamy i sobie pójdziemy, dobra? Nic się nie stanie-wiadomo, że ostatecznie postawiłam na swoim i Tom powłóczył niechętnie za mną nogami. W środku domek nie różnił się niczym od tych typowych letniskowych domków. Był tam wielki salon, z kominkiem, gdzie kupa młodzieży  siedziała i chlała. Oni to nic tylko imprezować. Nie skupiałam się na tym. Szukałam Ralfa.
-Sereno! Jak miło cie widzieć, nie wiedziałam, że tu będziesz- Renee pojawiła się przy mnie w mgnieniu oka. Więc perswazja dalej działa. Świetnie- Co się z tobą stało? Nie odzywasz się już do nas- Jasne ,że nie. Przecież postanowiłam trzymać się w cieniu. Później będę musiała to naprawić, ale teraz Renee może mi się przydać.
- Jakos nie czułam sie najlepiej. Chyba byłam chora i nie chciałam was zarazić. Gdzie są pozostali-wskazałam na dość niewielką grupkę w salonie.
- Przy ognisku. Tak za domem rozpaliliśmy ognisko i wszyscy są tam. No oprócz ty tu-spojrzała na bywalców w salonie z pogardą. Ja skierowałam się we wskazanym kierunku. Ognisko było wielkie. Wyglądało tak jakby te mięśniaki naznosiły masę drewna i ją podpalono. Grała muzyka, niektórzy tańczyli, inni rozmawiali, ale wszyscy pili wiadomą, rzecz z czerwonych kubków-alkohol.  Ja cały czas wypatrywałam Ralfa, ale zamiast niego zobaczyłam kogoś innego i od razu pożałowałam, że tu przyszłam. Nick również mnie zobaczył i oderwał się od rozmowy z kolegami. Szybko odwróciłam wzrok i napotkałam inny. Tom stał za mną.
-Możemy już iść? Przywitałaś się? To chodźmy.
-Jeszcze nie-Kurde muszę szybko znaleźć tego idiotę, wiedziałam, że gdzieś tam jest. Wyczuwałam jego swąd.
-Dlaczego? Przecież....-Nagle jego wzrok utknął w jakimś punkcie za mną-Nie mów, że przyszłaś tu dla niego-wskazał Nicka.
-Nie-odpowiedziałam twardo. W końcu wypatrzyłam tego dużego, rudego idiotę. Wyminęłam zdezorientowanego Toma i podeszłam do zalanego Ralfa. Ten nawet mnie nie zauważył, tylko zajęty był przechwalaniem się wśród kumpli. jego koledzy mnie zauważyli, przez co on niechętnie zwrócił się ku mnie.
-O! Kogo my tu mamy! Chcesz znowu się bić? O widzę, ze przyprowadziłaś tego chłoptasia. Znowu chcesz go ratować?-Rany jak on mnie wkurzał.
-Możemy pogadać na osobności?- odpowiedziałam ze spokojem.
-Hmmm NIE! Nie mam nic do ukrycia przed moimi przyjaciółmi.
-Nalegam-spojrzałam mu w oczy.
-Dooobra- odpowiedział tak jakby zrobił mi w tym momencie wielką laskę. odeszliśmy na jakieś pięćdziesiąt metrów od jego kumpli.
- Ostatnio nieładnie zachowałeś się wobec mojego przyjaciela. Chciałabym, abyś go przeprosił- Rafl prychnął śmiechem.
-I co mam jeszcze zrobić? Rozebrać się przed wszystkimi?-to całkiem niezły pomysł, pomyślałam. Spojrzałam głęboko w oczy Ralfa, a on od razu stanął jak zahipnotyzowany. Jak tylko wniknełam w jego umysł, zapragnęłam wyjść z tamtą. Jego umysł przypominał budyń, albo kisiel albo coś innego lepkiego o klejącego. Jego lepkie myśli oblepiły mnie, doprowadzając prawie do wymiotów, ale ja musiałam skończyć to co zaczęłam.
-Słuchaj, teraz pójdziesz do Toma i przeprosisz go za wcześniejsze zachowanie. Powiesz, że ci przykro i więcej tego nie zrobisz i już nigdy więcej nie zrobisz mu nic złego, a jak ktoś się do niego przyczepi, staniesz w jego obronie. Potem rozbierzesz się przed wszystkimi i powiesz swój najbardziej wstydliwy sekret. Idź-przerwałam kontakt wzrokowy. Rafl otrząsnął się, ale już mnie nie widział, tylko ruszył w kierunku Toma. Stałam i patrzyłam na niego, nie wiedząc co myśleć. Nie wiem, czy to zadziała. Nie mogłam skupić się na tym co sama mam myśleć, umysł Ralfa totalnie mnie rozbroił.
-Co mu zrobiłaś?-aż podskoczyłam jak usłyszałam ten głos. Nick stanął przy mnie totalnie prze ze mnie niezauważony. Kurcze, muszę bardziej uważać. jeszcze nigdy mi się  nie zdarzyło, żeby człowiek podszedł do mnie niezauważony.
-Nic. Po prostu sobie z nim porozmawiałam.
-I co?
-Nie wiem-nie patrzyłam na Nicka, ale wiedziałam, że on patrzy na mnie. Oboje spoglądaliśmy jak Ralf podchodzi do zaskoczonego Toma i mu coś mówi. Nie wiem dlaczego, ale chciałam dołączyć do ich. Taki mój odruch bezwarunkowy, ale nim zdążyłam to zrobić Nick złapał mnie za rękę i od razu odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni. W istocie. Poczułam jakby kopnął mnie prąd jak tylko Nick mnie dotknął. On również był zdziwiony, ale chyba pomyślał, że mu się zdawało, bo pokręcił energicznie głową i powiedział:
-Zostaw. Ralf nie wygląda dziś groźnie. Myślę, że Tom sobie poradzi- Najwyraźniej tak bo kiedy Tom podszedł do nas był w totalnym szoku, ale cały i zdrowy.  Oboje z Nickiem kiwnęli sobie głowami na przywitanie.
-Co się stało Tom?-zapytałam jakby nigdy nic.
-Właśnie sam chciałbym wiedzieć. Właśnie zostałem przeproszony przez rudego. Sam z siebie mnie przeprosił.
- Chyba Ralf nie jest taki zły na jakiego wygląda-poklepałam Toma po ramieniu. Nagle usłyszeliśmy krzyk jakiejś dziewczyny. Rebeka wyglądała jakby miała zemdleć. Wszyscy skierowaliśmy wzrok w tym samym kierunku. Na samym środku, obok ogniska stał Ralf. Calusieńki nagi. Więc, perswazja zadziałała. Wszyscy byli w szoku.
-Musze wam coś powiedzieć-zaczął Ralf- Nadal śpię z pluszakiem i zdarza mi się moczyc do łóżka- cisza trwała dokładnie sekundę, po czym wszyscy buchnęli śmiechem. Rafl zamrugał tak jakby wybudził się ze snu i uciekł jak poparzony. Kiedy Tom uspokoił się, złapał mnie za rękę.
-Dobra to było dziwne, ale chodźmy już Sereno-pociągnął mnie za sobą. Nie miałam już powodu, stawiać oporu. Obejrzałam się tylko na chwilę i zobaczyłam jak Nick odprowadza nas wzrokiem. Zdołałam mu tylko pomachać, zanim zniknęłam z Tomem za drzwiami. Dopięłam dzisiaj swojego celu. Nie skończyłam jeszcze z Ralfem. Na razie mu wystarczy.  Wiem, ze zrobiłam dzisiaj coś złego, ale poczułam niezmierzoną przyjemność i ekscytację i podobało mi się to. Czy to źle? Czy w związku z tym i ja jestem zła? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz