Rok 1875
Ta noc była ciemniejsza niż zwykle, ale Nowy Orlean rozświetlały lampiony i lampy naftowe. Wokół grała muzyka, a ludzie tańczyli na ulicach. Mieszkańcy tego pięknego miasteczka wiedzieli jak się bawić. W końcu był karnawał. Nawet ja podążając roztańczoną ulicą podrygiwałam w rytm muzyki. Szampański nastrój udzielał się wszystkim. Rozejrzałam się za James'em. Zapewne zabawiał jakieś panie do towarzystwa. Szczerze jej współczułam. Mój rodziciel był nieziemsko przystojny, szarmancki i potrafił się wykazać nienagannym zachowaniem w stosunku do kobiet. Niestety przy bliższym spotkaniu gentleman jakim się prezentował na początku znikał. Nie znałam żadnej partnerki Jamesa. Wszystkie ginęły, gdy tylko dostał to czego chciał-łóżkowej uciechy. Życzyłam mu, żeby w końcu się zakochał, wtedy może pokaże ludzką twarz. Ktoś nagle złapał mnie za rękę, co przerwało moje rozmyślania. Okręciłam się wokół własnej osi i wpadłam prosto w ramiona Ricka (oczywiście). Złapał mnie mocno, jakby nie chciał, żebym upadła. Nie żebym tego potrzebowała. Z moim wampirzym refleksem łapałam równowagę w ułamku sekundy. Rick przyglądał mi się, w jego oczach tańczyły iskierki, a na ustach błądził uśmiech. W tym momencie wglądał jak łobuz, który ma ochotę coś zbroić. Ja jedyne na co miałam ochot to zatonąć w jego oczach, ale przypomniałam sobie, że od dwudziestu pięciu lat łazi za mną, ale nie dopuszcza do bliższego kontaktu. Naprawdę od tego zdarzenia ze wspólnym pożywianiem, kiedy prawie się pocałowaliśmy, nadarzało się mnóstwo okazji do pocałunku. Ale on w chwili, kiedy myślałam, że już to zrobi, odpychał mnie. Wiedział, że mi się podoba, a ja wiedziałam, że nie jestem mu obojętna i nic z tym nie robił. To było denerwujące. Pokręciłam głową i odepchnęłam go.
-Znudziłeś się już zabawianiem panienek z pobliskich barów?-zapytałam z przekąsem. Oczywiście się uśmiechnął i oczywiście jego uśmiech był powalający.
-Żadna z nimi zabawa, natomiast z tobą...-podszedł bliżej z gracją. Spojrzał mi w oczy a mi przeszły ciarki po całym ciele- Chodź zabawimy się.
-Co masz na myśli?
-Nie jesteś głodna?-wskazał głową na parę, która właśnie wymykała się z lokalu, w którym było jakieś przyjęcie. Dziewczyna była ładna. Niska blondynka, o czerwonych ustach i różowych policzkach. Trzymała za rękę chłopaka, który też był niczego sobie, ciemny blondyn o zielonych oczach. Pytanie Ricka było bez sensu. Doskonale wiedział, że ja zawsze jestem głodna. Podobno młode wampiry nigdy nie przestają być głodne. Nie zachwycało mnie to. Nie chciałam krzywdzić ludzi. Podobno to przechodzi. "Po około stu latach bycia wampirem, prawdopodobnie Ci to przejdzie" zabrzmiały w moich uszach słowa Jamesa. No to pięknie, czekało mnie jeszcze jakieś siedemdziesiąt dwa lata bycia głodnym cały czas. Rick chwycił mnie za rękę.
-Idziemy?-zapytał z nonszalancją. Jego dotyk przyprawiał mnie o przyjemne dreszcze. Kiwnęłam głową i podążyliśmy za parą. Kierowała się do lasu na ich nieszczęście. Słyszałam ich śmiechy, jak szepczą sobie wyznania miłości, widziałam jak młodzieniec skradł dziewczynie pocałunek. Nie obchodziło mnie to, bo właśnie włączył mi się zmysł łowczy a adrenalina podnosiła swój poziom. Byliśmy na tyle daleko by para nas nie widziała, a kiedy oglądali się za siebie, chowaliśmy się za drzewami. Wampiry są mistrzami w kamuflażu. Kiedy stanęli na polance, widziałam jak obdarzają siebie gorącymi pocałunkami. Zazdrościłam im. Nigdy się nie całowałam, nie licząc chwili kiedy Edward skradł mi jeden pocałunek, a teraz jedyny facet, którego miałam ochotę całować, stał obok, jednak nie miał zamiaru odwzajemnić moich pragnień. Rick szturchnął mnie lekko ramieniem dając znać, że czas na przedstawienie. Wyprostował się a na jego twarzy pojawiła się nonszalancja. Wyszedł na polanę, ja trzymałam się za nim.
-No proszę, a kogom my tu mamy-para odskoczyła od siebie- Nie łanie jest wymykać się z przyjęcia, co powiedzą wasi rodzice?- Młodzi byli zszokowani Rick kontynuował- Czy to bezpiecznie jest zapuszczać się w las, szczególnie taką ciemną jak ta?
-Nnn...nie, sir- odpowiedział chłopak.
-Masz rację-kiwnął mu Rick- w lesie mogą czaić się różne, niebezpieczne stworzenia- w tym momencie oczy Ricka zalśniły na czerwono a z dziąseł wyrosły kły. W wampirzym tempie zbliżył się do dwójki, wiedziałam, że użyje perswazji, żeby nie uciekli. Stali jak wryci.
-Macie dzisiaj szczęście. My z moją drogą partnerką mamy dziś dobry humor , prawda Eleno?-spojrzał na mnie.
-Mogłabym rzec, szampański- uśmiechnęłam się a moje kły zalśniły. Młodzi patrzyli na mnie przerażeni. Podobało mi się to. Czułam, że mam władzę.
- Damy wam czas, żebyście mogli uciec. Potem zaczniemy was gonić, jeśli uda wam się wyjść z lasu, ujdziecie z życiem, jeśli nie...-oblizał wargi. Nie musiał kończyć. Para odwróciła się i zaczęła uciekać. Podeszłam do Ricka.-Wolisz dziewczynę, czy chłopaka?
-Dziewczynę-spojrzałam na niego zalotnie.
-Ale podzielisz się ze mną?
-Lubisz małe blondyneczki?-uniosłam brew.
-Hmmm są takie oczywiste. Wolę wysokie brunetki- spojrzał na mnie tym rozpalającym wzrokiem- Już czas- puściliśmy się w pościg. Nie było to wyzwaniem. To było jak podążanie w ciemnym pokoju po ulubionym zapachu perfum. Dopadliśmy ich jednocześnie. Ja przycisnęłam do drzewa dziewczynę, Rick złapał chłopaka. Uciszyłam dziewczynę perswazją. Zauważyłam, że Rick bacznie mi się przygląda. Co prawda wampirem byłam niedługo, ale lubiłam wymyślać metody pożywiania się. Z czegoś trzeba czerpać zadowolenie. Przyjrzałam się dziewczynie. Zipiała ze zmęczenia, jej usta były lekko rozchylone, próbowały łapać oddech. Wtedy przyszedł mi do głowy pomysł. Świadoma tego, że Rick mnie obserwuje, zbliżyłam twarz do twarzy dziewczyny i pocałowałam ją. Była pod moim zauroczeniem, więc odwzajemniła pocałunek, a wtedy pogłębiłam go, sprawiłam, że stał się namiętny. Całowałam ją tak, jakbym chciała, żeby całował mnie pewien nieziemsko przystojny wampir. Kiedy się od niej odsunęłam, dziewczyna miała krwisto czerwone rumieńce. Przejechałam językiem po jej ustach, potem żuchwie aż zjechałam do szyi, gdzie wgryzłam się w jej tętnicę. Moja ofiara westchnęła tylko i poddała się rozkoszy. Usłyszałam, że Rick też przeszedł do rzeczy. Kiedy skończyliśmy, ciała naszych ofiar osunęły się bez życia. Staliśmy tak wpatrując się w siebie nawzajem. Podniosłam rękę, żeby zetrzeć krew z kącika moich ust, a wtedy Rick pojawił się przede mną, złapał mnie za rękę, po czym przeniósł jakieś sto metrów dalej i przycisnął do drzewa. Adrenalina huczała w moich żyłach. Rick znów patrzył na mnie tym rozpalonym wzrokiem, który sprawiał, że moje ciało płonęło. Nachylił się i zlizał krew z kącików moich ust. Zadrżałam. Rick, wciąż będąc blisko mnie, przeciągnął palcem od mojego czoła, nos po moje usta na których zatrzymał się chwilę dłużej, po czy zjechał na szyję. Wtedy poczułam jego usta na swoich. Z początku był bardzo delikatny, jakby badał czy ja też tego chcę, a kiedy odpowiedziałam, pogłębił pocałunek. Moje ciało zaczęło płonąć żywym ogniem, objęłam go przyciągając jeszcze bliżej do siebie, a wtedy poczułam jego język wewnątrz moich ust. Na tą chwilę czekałam tyle lat i proszę. Jego ręce błądził po moim ciele, badały je aż zatrzymały się na sznurowaniu mojego gorsetu. Czułam jak zaciska na nim palce. W tym momencie chciałaby bo zerwał go ze mnie, żebyśmy mogli być jeszcze bliżej siebie. Jednak on odsunął się. Oboje mieliśmy urywane oddechy, a wpatrujące się w siebie na wzajem spojrzenia pałały namiętnością.
-Nikt, nie może cię całować-wyszeptał, wiedziałam, ze jakby powiedział to na głos usłyszałabym pożądanie a wtedy nie wiem czy bym nad sobą zapanowała- tylko ja- staliśmy tak jeszcze przez chwilę, po czym Rick wyprostował się, odetchnął a jego spojrzenie znów stało się nieprzeniknione.
-Wracamy?-podał mi ramię. Kiwnęłam i ujęłam je. Dzisiejsze wydarzenie utwierdziło mnie w jednym. Rick w końcu uległ. Niedługo zdobędę go całego. Nastąpi to szybciej niż mogłabym się spodziewać. Na tą myśl uśmiech zagościł na moich ustach. Czułam podniecenie na myśl, że już niedługo zdobędę co jeszcze dwadzieścia lat temu wydawało się niemożliwe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz